ja ostanio dostałam wścieklizny (ale to dosłownie zaczęłam dyszeć z wściekłości i musiałam się zdrowo namęczyć, żeby to ogarnąć) jak mi autobus zwiał. wkurzyłam się na ludzi, którzy stali na przystanku. za moim autobusem jechał następny w inną stronę i oczywiście fala ludzi, którzy wylegli spod wiaty zablokowała mi ścieżkę sprintu do mojego. i to tak skutecznie, że na nic się zdały słowa "przepraszam" i łokcie, choć tamten autobus nie dobił nawet do przystanku jeszcze

a niektórzy z tych ludzi nawet nie wsiedpli to tego drugiego autobusu, tylko wyleźli spod wiaty i zablokowali przejście ot tak, nie wiadomo czemu - bezmyślni...
wkurza mnie takie bezmyślne zachowanie - stanie ciele pod drzwiami, ale nie wsiada i blokuje wstęp innym, a jak niechcący ją potrącisz, to cię jeszcze ofuknie.
nie mam zatem żadnego sposobu na stres. piję melisę od dwóch tygodni, ale to nic nie daje. potem się dziwić, że ludzie wariują od stresu jak ten bombiarz z krakowa...