Dołączyła: 08 Cze 2009 Posty: 92 Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 2009-06-19, 08:49
A ja się długo zastanawiałam nad pomysłem i nic nie wymyśliłam. Zawsze to u mnie był problem z teściami. Raz pamiętam że w prezencie dostali od nas magnetowit vhs wiem wiem, że wszyscy bjuż dvd uzywają ale teściowa chciała taki i pamiętam że sie natrudzilismy znaleść taki nowy i dobry bo wszystko juz na dvd się przeniosło
Ale prezent dla 4 osób wymyślić to już trudniej, dla dwójki łatwiej
Serwis do kawy i mi się podoba
_________________
...Każdy umie cierpieć - to ludziom przychodzi najłatwiej - najtrudniejszą i najambitniejszą rzeczą w życiu jest osiągnąć szczęcie...
taka Gaduła ;) Pomogła: 3 razy Dołączyła: 06 Sty 2009 Posty: 187 Skąd: Lublin
Wysłany: 2009-06-19, 09:40
dronka.dronka napisał/a:
yyy to brzmi jak weselne wiano panny młodej
stawialabym na coś skromniejszego
może jakaś książka, apaszka, dobry alkohol dla teścia
jest w tym dużo racji - w końcu jadę tam tylko na kilka dni, a wcześniej kupowałam jakieś drobne upominki typu książka, puzzle, właśnie jakiś alkohol... nie chce wyskakiwać z czymś drogim, bo jak oni będą do nas przyjeżdżać to będą musieli też coś takiego kupić ;)
a wiecie mi przyszedł taki pomysł do głowy, żeby zakupić ładny album o Lublinie, w końcu nigdy nikt z nich tu nie był. co o tym myślicie?
Dołączyła: 26 Maj 2009 Posty: 331 Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2009-06-19, 10:15
Masz rację, skoro nikt z nich nie odwiedził jeszcze Lublina, to pomysł fajny:) Tylko kup jakiś porządny ten album, żeby nie znudził po pierwszej stronie Mogę Ci polecić z wyd. Pascal. Ładne zdjęcia i ciekawe opisy. Może o Lublinie też wydali jakiś album.
Sprezentuj Im ręcznie malowaną ikonę :) na drewnie, niedużą ale koniecznie ręcznie malowaną ... nie są drogie a kojarzą się chyba z naszym regionem :) najlepiej niech Ci namalują na zamówienie... to dla teściowej .. a teściowi zrób cytrynówkę albo grejpfrutówkę.
Cytat z książki Chmielewskiej:(jak to wykonać)
CYTRYNÓWKA I GREJPFRUTÓWKA
To, co pod nazwą cytrynówki w tamtych dawnych czasach sprzedawano w sklepach, było nieziemsko obrzydliwe, a grejpfrutówki w handlu w ogóle nie spotkałam. Urządziłam pierwsze w życiu samodzielne przyjęcie na dwadzieścia cztery fajerki i mój mąż-abstynent wpadł na szatański pomysł osobistej produkcji gatunkowych wódek.
Jedno i drugie, cytrynówka i grejpfrutówka, miało powstać na zasadzie:
Żadnego wyciskania soku! Ani kropli!
Żadnego cukru!
Zetrzeć skórkę z owocu — na pół litra spirytusu dwie cytryny albo jeden duży grejpfrut.
Pół jednej cytryny pokroić w drobną kostkę i wrzucić do butelki razem z tą startą skórką.
To samo uczynić z grejpfrutem, tylko nie pół, a ćwierć.
Wlać te pół litra spirytusu. (Jeśli robimy jedno i drugie, rzecz oczywista wyjdzie nam cały litr, pół na cytryny, pół na grejpfrut).
Odstawić chociaż na parę dni.
Zważywszy, iż samo w sobie ma to moc straszliwą, doprawić przegotowaną i ostudzoną wodą, raczej nie z kranu, chyba że ktoś ma własne ujęcie wody źródlanej.
Wodzie dla cytrynówki można dosypać płaską łyżeczkę cukru.
Odstawić chociaż do nazajutrz.
Grejpfrutówką zajął się mój mąż osobiście, cytrynówkę produkowałam do spółki z przyjaciółką. Trochę się może zagadałyśmy przy tym zajęciu i przesadnie dużo nam się z tych cytryn starło. Nie tylko żółty wierzch, ale także i to białe. Stropione nieco, popatrzyłyśmy na mieszaninę, popatrzyłyśmy na siebie i machnęłyśmy ręką. Wola boska, co będzie, to będzie.
No i rezultat okazał się wstrząsający. Nikt nie tknął niczego innego, dopóki bodaj kropla obu napojów pozostawała na stole. Szczególnie cytrynówka wzbudziła entuzjazm, zawierała w sobie bowiem osobliwą goryczkę, która dodawała jej niezwykłego uroku, jakiego nikt nigdy w niczym nie spotkał.
Oczywiście, to białe. Wiadomo przecież, że gorzkie. Aby nie przesadzić!
Przypominam uprzejmie, że działo się to w czasach, kiedy nie wszystko jeszcze było zatrute. Skórki z owoców nie groziły natychmiastową śmiercią i kalectwem, wystarczało je zwyczajnie umyć. Teraz podobno wystarcza wyszorować szczotką, wrzącą wodą, mydłem, spirytusem salicylowym, proszkiem do prania...
A najlepiej, na wszelki wypadek, poradzić się jakiegoś toksykologa.
taka Gaduła ;) Pomogła: 3 razy Dołączyła: 06 Sty 2009 Posty: 187 Skąd: Lublin
Wysłany: 2009-06-19, 11:50
Anelka napisał/a:
Mogę Ci polecić z wyd. Pascal. Ładne zdjęcia i ciekawe opisy. Może o Lublinie też wydali jakiś album.
taka Ty nam lepiej powiedz, czy zrobiłaś cytrynówkę albo grejfrutówkę z przepisu Chmielewskiej podanego przez fajną babkę, bo nieprzeciętnie mnie ciekawi, czy ten przepis faktycznie działa
_________________ kocham Cię i tęsknię - na pewno wiesz, jak bardzo...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum