A ja ostatnio zawitałam w lumpeksowe progi

Kupiłam dwa ciepłe swetry, jeden z Sisley, jeden z H&M, wyglądają na nienoszone, więc uważam to za dobry interes, za oba zapłaciłam ok. 20zł. Do tego dwie tuniki, też w dobrym stanie, jak ulał pasują do botków i legginsów i też ok. 20 zł pochłonęły:)
Chodzę teraz na łowy w dniu dostawy, ale nie z rana, kiedy toczą się najzacieklejsze boje, lecz około południa. Zawsze coś fajnego można wyszperać, bez obaw o własne życie i zdrowie, no i moja agorafobia na tym nie cierpi, bo wtedy jest zaznaczaj o wiele mniej klienteli :)
Teraz nie wyobrażam sobie już życia bez second- handów. Wiadomo- wszystkiego nie da się tam kupić, ale można mieć dzięki nim super wyposażoną garderobę w oryginalne czy markowe ciuchy za grosze. I w tym tkwi tajemnica chyba większości szałowo ubranych dziewczyn i kobiet :)