na
Avatar się nie wybieram, przereklamowany i nie ciągnie mnie wcale. chciałam jeszcze uderzyć na
Opowieść Wigilijną, ale grają już tylko w zwykłym 3-D i o 10 rano
za to polecam
The Imaginarium Of Doctor Parnassus ale tylko tym, którzy czasem lubią trochę pogłówkować przy filmie, a nie tylko wchłaniać obrazki. przed Parnassuesem nie oglądałam żadnego filmu Gilliama i choć byłam przygotowana na pokręconą fabułę i nastawiona ostrożnie (nawet odrobinę negatywnie), zachwyciłam się filmem. z kina wyszłam z pełną głową. na początku nie do końca rozumiałam, co się działo (a działo się dużo i szybko), ale potem ochłonęłam trochę, zinterpretowałam sobie kilka faktów sama, poszperałam w necie i poczytałam opinie innych (co zmieniło też odrobinę moją początkową interpretację) i uznałam, że film jest naprawdę świetny. chyba jedyny, który mnie tak zaintrygował.
oraz
Sherlocka Holmesa - tym razem dla tych, którzy chcą chłonąć obrazki, lubią Anglię w wydaniu odrobinę Burtonowskim i Roberta

choć jak przy Parnassusie opinii (i tych pozytywnych i tych negatywnych) jest tyle, co komentujących. ja w każdym razie daję temu filmowi wysoką notę, bo zachwycił mnie swoją prostotą i śmiałam się przez 3/4 filmu

wielbicieli Doyle'owskiego Sherlocka błagam, żeby nie nastawiali się negatywnie tylko dlatego, że filmowe postaci odbiegają od książkowych
a co do
sagi Twilight S. Meyer to choć podobają mi się postaci Carlisle'a, Alice, Jaspera i Emmeta to moim zdaniem ksiązka jest napisana kiepsko (doszłam do tego po przeczytaniu wszystkich części i drugi raz części czwartej, już w polskim wydaniu). szkoda, bo historia jest dość zajmująca
a oba filmi ble