Ja nie wolę nic z tych rzeczy :) Czekam aż słonko przygrzeje i naturalnie się opalę.
Chociaż, jeśli musiałabym wybrać, to jednak 3-4 seanse w solarium są rozsądniejszym rozwiązaniem, dają równomierną opaleniznę, która trzyma się dłużęj niż barwienie skóry różnymi specyfikami, bez gwarancji, jak zadziałają i czy nie zmienię koloru na pomarańcz albo po ilu dniach się zmyje. Dwa razy w życiu chodziłam na solarkę- przed studniówką i przed weselem kuzynki, z tym, że przy tej drugiej okazji chodziło tylko o wzmocnienie naturalnej opalenizny i byłam zadowolona (ale na dłuższą metę- zdrowie ważniejsze wiadomo, dlatego regularne wizyty w tymże przybytku w moim przypadku odpadają), w przeciwieństwie do stosowania balsamów brązujących czy samoopalaczy, przyjechałam się na Garnierze, Perfekcie, Dove nawet na Ziai, może po prostu ma taką nieprzystosowaną do podobnych atrakcji skórę, która się buntuje, ale albo kolor było żółto- pomarańczowy albo zmywał się zaraz przy pierwszym myciu albo schodził "jakby chciał, a nie mógł", pomimo usilnych peelingów. Jednym słowem- ja dziękuję