Od kilku lat narzekam na brak apetytu. Byłam u kilku lekarzy, którzy bagatelizują mój problem i nakazują jeść, jeść i jeść. To staje się dla mnie męczące, bo ja wiem, że powinnam jeść i chcę, ale nienawidzę, gdy ktoś mnie zmusza.
Chodzę do LO i zazwyczaj nie biorę drugiego śniadania do szkoły, bo po prostu nie mam apetytu od rana aż do obiadu. Na śniadanie zjadam zazwyczaj nabiał. Ogólnie jem praktycznie sam nabiał (serki, sery, twarożki itp., bo to mi ewentualnie tylko smakuje). Mięso jem rzadko - moja lekarka zgodziła się, bym jadła chociaż trzy razy w tyg. mięso z kurczaka.
Powiedziała też, że mój organizm przyzwyczaił się do nabiału i teraz nie mam apetytu na nic innego. ;-(( Jestem w dołku i chce mi się płakać. Oprócz tego, że źle się czuję, wypadają mi włosy i rozdwajają się paznokcie.
Badania krwi wyszły mi w porządku, więc sama już nie wiem...
Są jakieś specyfiki na apetyt? A może powinnam się zmuszać do jedzenia?
Dodam, że czasami mam napady głodu, jem wtedy co chcę, typu jakieś warzywa, słodycze, i te wszystkie rzeczy, na które zazwyczaj nie mam ochoty. |